Sterta Walentynek

Od kiedy obchody dnia Świętego Walentego zawitały na stałe w kalendarzu polskim, luty przestał być dla mnie kolejnym zimowym miesiącem. Dość komercyjny charakter tego niby święta wskrzesił we mnie niechęć do różowych serduszek, pizzy w kształcie serca oraz pojedynczych róż kupowanych z myślą o lubej kobiecie. Luty stał się plastikowy i cieszę się, że jest najkrótszym z miesięcy.

Nie powiem, że z początku nie dałem ponieść się emocjom. Nowe słowo, trend, który opanował ludzi w Polsce, wysyłanie tzw. Walentynek dał się we znaki również i mojej osobie. Nie dostałem jednak miłosnego liściku od nieznajomej. Dzień Świętego Walentego pozwolił mi zrozumieć jedną z życiowych prawd. Zacznijmy jednak od początku.

Pewnego roku, 14 lutego,  obudziłem się z nadzieją i przeczuciem, że stanie się coś nadzwyczajnego, że spotkam swoją Małgorzatę lub chociaż otrzymam wiadomość od Niej. Oczekiwanie na listonosza było nieznośne. Zza zasłony przez okno śledziłem każdy ruch na ulicy i, kiedy doręczyciel opuścił moja klatkę, ruszyłem.

Ubrałem się dość niedbale, i wcale nie przez to, że nie lubię  nosić się dobrze. Powodem było roztrzęsienie. Niesiony nadzieją pognałem do skrzynki. Chwila oczekiwania na windę. Nie pamiętam dobrze, ale wydaje mi się, że nie udało mi się dogolić. Czy resztki piany widoczne były na moim licu, tego nie pamiętam. Wiem, że winda okazała się pusta. Wsiadłem.

Guzik parteru znajdował się tam, gdzie zwykle. Nacisnąłem go instynktownie. Jadę. Zacieram ręce w geście radości. Na którymś z pięter dosiadła się młoda kobieta, chyba pielęgniarka. Uśmiechnęła się do mnie i już byłem pewien, że sterta kartek czeka na mnie w skrzynce. „Może również i od niej”, pomyślałem.

Kiedy wychodziłem z windy, minąłem jeszcze mężczyznę z kwiatkiem w dłoni. Wszelkie znaki na niebie i ziemi nie mogły być mylące. Małgorzata dała znak życia. Dopadłem skrzynkę. Od lat kilku nie miałem klucza. Zgubiłem. Sprawny ruch otworzył skrzynkę śrubokrętem. Już.

Listów było wiele. Walentynki wysłała do mnie elektrownia z rachunkiem za prąd. Gazownia też domagała się opłaty, a telekomunikacja nalegała, abym pokrył należność za używanie telefonu i internetu. Informacji od Małgorzaty brak. W owe Walentynki zrozumiałem, że długotrwały związek wymaga od faceta zasobnego portfela.

Felieton ukazał się na łamach magazynu „CzteryOsiem”

Kontynuuj czytanie » || Napisał dnia: 06.02.11. || ||

Komentarze:

  1. quack Napisał/a:

    No cóż. To i tak lepiej niż zamiast walentynki zastać swoją dziewczynę, całującą się na klatce z innym ; ]

    10.02.11 || o godzinie 13:44
  2. bator Napisał/a:

    zawsze to jakieś urozmaicenie ;)

    11.02.11 || o godzinie 00:33
  3. Joanna Napisał/a:

    „Nie mam kiedy odpisywać na korespondencję. Pisze do mnie Rossmann, Pizza Hut… Może odmiana losu wreszcie jakaś?”

    14.02.11 || o godzinie 00:51
  4. asia Napisał/a:

    A co mają powiedzieć ci co mają tego dnia urodziny>?

    15.02.11 || o godzinie 22:27