Koszykówka – It`s my life!
Początek zamiłowania do koszykówki przypadł na koniec pewnej epoki. Kariery zawieszali Bird i Magic. Lakers zaczęli ustępować Chicago Bulls z wyrastającym na gwiazdę ligi Jordanem w składzie, a NBA wchodziło w najlepszy okres swej historii. W tym roku jest podobnie. Odeszli Shaq i Jackson, a w finałach walczą Dallas Mavs z Nowitzkim, który jest jednym z ostatnich, prawdziwych koszykarzy w NBA i Miami Heats mający w składzie obranego nowym „królem” Jamesa, gracza bez znaczących osiągnięć drużynowych. We wczesnej fazie rozgrywek play-offs odpadli Lakers i Celtics. W NBA z powodzeniem od kilku sezonów gra Polak, Marcin Gortat.
Przez cały ten okres, czyli przez przeszło dwadzieścia lat koszykówka stała się sposobem nie tylko spędzania wolnego czasu, czy dbania o kondycję, ale z czasem stylem życia. Dzięki niej zdobyłem przyjaciół i miałem okazję zmierzyć się z ludzi z innych krajów, którzy tak samo jak i ja, poświęcali grze wiele uwagi. Nie jestem koszykarzem wybitnym, ale nie to jest najważniejsze. Liczy się możliwość zaangażowania w sport, który od samego początku pozwalał mi naładować się energią, zrelaksować i dawał poczucie spełnienia. Rok temu zrozumiałem, że dzięki koszykówce można zrealizować jeszcze jeden cel.
Po Belfaście nie spodziewałem się niczego nadzwyczajnego. Wiedziałem, że koszykówka nie jest tu sportem popularnym, że może być ciężko zaangażować się w grę poza krajem. Wszystko zmieniło się, kiedy znalazłem pierwsze, odkryte boisko do kosza. Okazało się, że Irlandia Północna ma swoją własną ligę, a sport ten uprawiają nie tylko Polacy czy Litwini, ale również protestanci, katolicy, przedstawiciele innych mniejszości narodowych. Przez chwilę w lokalnej lidze grał nawet Kenny Smith, który już jako profesjonalny gracz zdobył dwa mistrzostwa z Houston Rockets. W 2010 roku udało się założyć w Belfaście pierwszą, w pełni polską drużynę Belfast Hussars i rozpocząć sezon od zmagań w lokalnej, pierwszej lidze.
Rok temu zdecydowałem się na wcielenie w życie projektu, który miał promować koszykówkę wśród lokalnej społeczności i zachęcić mieszkańców Belfastu do czynnego uprawiania tego sportu. Pomysł był banalnie prosty. Chodziło o zorganizowanie pierwszego w historii miasta turnieju koszykówki ulicznej, który miał się odbyć nie na specjalnie przystosowanym boisku, ale w miejscu publicznym. Wybór padł na jeden z lokalnych kompleksów rozrywkowych, odwiedzany w każdy weekend przez setki osób.
W turnieju wzięło udział osiemnaście drużyn, z Polski, Litwy, Niemiec, Ameryki Północnej, Irlandii, Filipin. Przy okazji odbył się również mini turniej koszykówki ulicznej dla graczy na wózkach inwalidzkich. Tego dnia zrozumiałem, że koszykówka jest nie tylko sposobem na życie, ale również może stać się idealnym narzędziem do integracji. W kraju, gdzie od lat toczył się konflikt między katolikami, a protestantami, gdzie dochodzi do dyskryminacji i przejawów rasizmu, doszło do spotkania wielu kultur, religii, narodów. Tego dnia ważny był tylko jeden cel, rywalizacja na sportowym poziomie.
Niesamowitym motorem napędowym była dla mnie możliwość obserwacji graczy niepełnosprawnych, którzy poruszają się dzięki wózkom inwalidzkim. Na parkiecie ich zaangażowanie w grę, poświęcenie oraz umiejętności przewyższały niejednego z nas. To było imponujące. Za dużo czasu poświęcamy sprawom nie do końca istotnym, które zżerają naszą energię. Zamiast tego powinniśmy częściej poświęcać czas na rzeczy, które umożliwią nam czerpać radość z życia.
Przez lata koszykówka pozwalała mi integrować się z ludźmi, nawiązywać kontakty i znajomości. Teraz za jej pośrednictwem, w małym stopniu mam wpływ na integrację między społecznościami, między kulturami. Martwi mnie jedynie fakt, że na wiele lat „królem” koszykówki zostanie komercyjny James. Gracz, który bez udowodnienia swojej wartości jako lider drużyny, stał się dzięki mediom ikoną tego sportu. Lebron nigdy nie zostanie prawdziwym mistrzem, na miarę Jordana, Magicka, czy Birda.








Comments are closed.