Integracja z jajecznicą w tle
Moim ulubionym posiłkiem śniadaniowym jest jajecznica. Domowa, swojska, na masełku, z dodatkiem cebulki, polskiej kiełbaski i oczywiście garścią posiekanego szczypioru. Zawsze, kiedy rozbijam kolejne jajko nawiedza mnie obraz pewnego domu w Lisburn, którego fasada tonęła w plamach od rozbitych jaj. Dom ten zamieszkany był przez emigrantów. Za którymś razem zdażyła się rzecz dziwna. Zamiast przejąć się sytuacją mieszkańców domu, zmartwił mnie los rozbitych jaj.
Zasiadam przy stole z pachnącą nienagannie jajecznicą. Odrobina pieprzu do smaku. Obowiązkowo słodka kawa z mlekiem. Pewnych nawyków nie umiem się pozbyć niestety. Podobno śniadanie jest najważniejszym posiłkiem w ciągu dnia.
Zdecydowanie dużo czasu spędzam nad rozmyślaniem o naszej sytuacji w Irlandii Północnej. Minęło już przecież sześć lat, od czasu, kiedy pierwsi Polacy osiedlili się tutaj. Nadal jednak, nie udało się do końca rozwiązać sprawy integracji. Owszem, jesteśmy częścią społeczności w miejscu pracy, robimy zakupy w tych samych sklepach co lokalna społeczność, mieszkamy w podobnych domach na tych samych ulicach. Czy jesteśmy jednak częścią lokalnej społeczności?
Pewnego razu osoba Polka, która mieszka w Irlandii Północnej od ponad 16 lat poradziła mi, że jedynie znajomość języka stanie się kluczem do pełnej integracji. Bez możliwości komunikacji nawet najszczersze chęci będą spotykać się z barierą nie do przejścia. Coś jest na rzeczy. Lokalni mieszkańcy Irlandii Północnej często pozdrawiają się na ulicy. Wiele razy doświadczyłem tego, choć na początku przygody z tym krajem nie do końca byłem w stanie zrozumieć te krótkie, płynące w moją stronę odgłosy poprzedzone kiwnięciem głową. Brak reakcji na tego typu zachowanie w oczach lokalnych stawał się oznaką braku szacunku i arogancji. A przecież jako początkujący emigrant nie byłem w stanie wyjaśnić, że przecież nie rozumiem po angielsku. Teraz sam staram się zaczepić „lokalnego” kiwnięciem głowy. Prosty niby gest, trwający chwilę pozwala w moim przekonaniu odbudować wszystkie te sytuacje, kiedy zapewne wychodziłem na ignoranta.
Sposobów na integrację powinniśmy się uczyć od innych. Zaskoczony zostałem kilka lat temu ciepłym przywitaniem przez nowych sąsiadów. Sprawa dość błaha, nowy dom, nowa ulica. Z racji tego, że jestem nowym mieszkańcem osiedla moi sąsiedzi postanowili podarować mi kawalek ciasta. Zapukali do mych drzwi, przywitali się, przedstawili. To zdarzeniu uświadomiło mi jak w łatwy i przyziemny sposób mozna przełamać pierwsze lody. I to jest prawda, bo nie znam nikogo, kto byłby w stanie obrzeć się zapachowi i smakowi polskich, domowych wypieków.
Z ilości jajczanych skorupek łatwo można było wyliczyć, że na obrzucenie domu zużyto około 4 tuzinów jajek. Przecież taka ilość spokojnie wystarczyłaby na upieczenie niejednego placka, czy przygotowania dość pokażnej ilości polskiej jajecznicy. Kiedy następnym razem przeniesiecie się do nowego miejsca, czy okaże się, że pojawił się w waszej okolicy nowy sąsiad. Idzcie za przykładem i pokażcie, że jajka mają inne, bardziej przyjemne przeznaczenie.
Materiał opublikowany na łamach LinkPolska Express
Comments are closed.