Kolejny Polak w PSNI

Kolejny polski policjant zasilił szeregi północnoirlandzkiej PSNI. Z ŁukaszemAdamczykiem, społecznikiem, piłkarzemi stróżem prawa.

Gratuluję, jesteś jednym z czwórki Polaków, którzy rozpoczęli pracę dla PSNI (Police Service Northern  Ireland, policja północnoirlandzka). Czy jesteś z siebie dumny?

Dziękuję.. Dumny? Nie do końca, raczej spełniłem swoje oczekiwania związane z pracą. W Polsce chciałem pracować dla wojska i może to jest powód, że znalazłem się w lokalnej policji.

Z tego co wiem, nie przyjechałeś do Irlandii Północnej prosto do pracy w policji. Jak zaczęła się twoja przygoda z Belfastem?

Wszystko zaczęło się pięć i pół roku temu. Z trójką znajomych wylądowaliśmy na lotnisku w Belfaście, wzięliśmy taksówkę, przyjechaliśmy do centrum i tak się zaczęło.

Czyli przyjechaliście tu bez konkretnych planów, bez zaczepienia?

Przyjechaliśmy zupełnie w ciemno, do pracy. Bez kontaktów i większej znajomości angielskiego. Chcieliśmy zarobić na studia i za dwa lata wrócić do Polski.

Czy spodziewałeś się wtedy, że za pięć i pół roku będziesz rozpoczniesz pracę w policji?

Absolutnie nie. Jedyne, o czym myślałem zaraz po przyjeździe, to rozpoczęcie treningów piłkarskich z jedną z lokalnych drużyn. Planowałem powrót do Polski i długa przerwa w grze mogłaby odbić się na mojej formie. Udało się, osiągnąłem mały sukces sportowy.

Opowiedz o swoim występie przeciwko słynnemu Manchesterowi United. Rozpisywały się o tym polskie gazety.

Miałem dużo szczęścia z tym występem. W odpowiednim czasie przeszedłem do Glentoranu (lokalnadrużyna piłkarska z Belfastu – przyp. redakcja)., Moja kariera piłkarska mogłaby potoczyć się inaczej, gdybym dostał na czas licencję z PZPN z Polski. Praktycznie cały sezon miałem zmarnowany. W tym samym roku Glentoran obchodził 125-lecie istnienia klubu. Manchester przyjął zaproszenie. W tym samym roku zagraliśmy również z Espaniolem Barcelona i z Coventrey. Udany rok 2007.

Jakie to uczucie – jednego dnia oglądasz finał Ligi Mistrzów, w którym gra MU, a kolejnego dnia grasz przeciwko takim  graczom, jak n.p. Rio Ferdinand…?

Dla kogoś, kto kocha grać w piłkę, jest to niesamowite uczucie. Samo oczekiwanie na ich przyjazd było stresujące. Nie mogłem doczekać się  spotkania z nimi, możliwości rozmowy. Na meczu, wiadomo, ciężka praca. Różnica w poziomie jest ogromna. Zawodnicy MU są tak sprawni fizycznie, wyszkoleni technicznie i atletyczni, że ciężko jest ich ograć, dogonić. Ferdinand i Vidic to jedni z najlepszych obrońców na świecie. Mój czterdziestopięciominutowy występ na środku pomocy przeciwko MU mogę śmiało porównać do mojego występu w maratonie. Zmęczenie porównywalne.

Czyli możesz powiedzieć, że spełniło się twoje piłkarskie marzenie?

Wolałbym zagrać przeciwko Barcelonie (śmiech). Niewielu jest Polaków, którzy mieli okazję zagrać w meczu z MU.

Jesteś bardzo aktywną osobą, dzięki tobie, między innymi, powstała jedna z pierwszych drużyn piłkarskich w Belfaście, “Sparta Belfast”.

Sparta to pomysł kilku osób. Zdecydowaliśmy się na powołanie do życia drużyny, bo mieliśmy za dużo graczy na ligę tzw. szóstek. Prowadzenie  drużyny to duża odpowiedzialność, również finansowa. Udało się nawiązać współpracę ze sponsorami, uzyskać wsparcie i wiedzę, jak prowadzić drużynę. 6 marca 2010 roku zatwierdziliśmy powstanie Sparty.

Wracając do twojej pracy dla PSNI… Rok temu głośno było o tysiącu aplikacji złożonych przez Polaków, chcących ubiegać się o stanowiska w lokalnej policji. Skąd pomysł, aby spróbować?

Przekonał mnie do tego znajomy policjant, mąż prezenterki BBC, któremu pomagałem w nauce polskiego przed jego wyprawą do Polski.  Powiedział, żebym złożył podanie, że szukają właśnie takich ludzi, jak ja. Pierwszy raz poszedłem na testy w 2008 roku, bez przygotowania. Zabrakło mi wtedy 3 punktów. Poczekałem rok na nową „kampanię”, tym razem zakończoną pomyślnie. Przeszedłem testy medyczne i po 15 miesiącach wyznaczono mi datę rozpoczęcia kursu w szkole policyjnej.

Jesteś dowodem na to, że na emigracji można ułożyć sobie życie. Ciężko było dojść do tego poziomu?

Zaczynałem różnie, przeważnie zatrudniały mnie agencje pracy. Po jakimś czasie otrzymałem pracę na kontrakcie w chłodniach. Po przyjeździe mojej dziewczyny zdecydowałem się na zmianę zatrudnienia i zaaplikowałem do BBC na pozycje pomocnika w kuchni, na zmywak. Początkowo do tej pracy miała iść moja dziewczyna, ale ze względu na ciężki charakter pracy, przyjęli tam mnie. Stwierdziłem, że podejmę ryzyko.

Irlandia Północna to dość specyficzne miejsce, ze względu na przeszły konflikt. Praca w policji właśnie w tym miejscu świata niesie za sobą wiele niebezpieczeństw, czy nie boisz się tego?

Oczywiście , że się tak, ale nie mogę zbytnio wypowiadać się na ten temat, żeby nie zdradzać sekretów operacyjnych policji. Każdy wie co tu się dzieje, że są ludzie negatywnie nastawieni do policji, gotowi na wszystko . Nawet zabić. Musimy uważać i każdego dnia podejmować szereg  środków ostrożności. Istnieją pewne sposoby informowania nas o zagrożeniach, ale to już jest objęte tajemnicą.

Czy nie obawiasz się, że, biorąc pod uwagę fakt, iż część polskiego środowiska nie przepada za policją, niektórzy mogą cię niechętnie odbierać?

Jeden znajomy poprosił mnie, żebym na ulicy ręki mu nie podawał (śmiech). W gronie znajomych nigdy nie było z tym problemu. Pochodzę z małej wioski i nigdy nie miałem nic przeciwko policji. Praca wydaje mi się ok, będę musiał wykonywać swoje  obowiązki od 7 do 5, później wracam do normalnego życia, zdejmuję mundur i jestem Łukaszem.

Jesteś dość zajętym człowiekiem, a od niedawna stałeś się członkiem zarządu Stowarzyszenia Polskiego w Irlandii Północnej. Jak postrzegasz swoją działalność, czy zawsze byłeś tak aktywny?

Z zaangażowaniem w sport nigdy nie miałem problemów. Społecznie zacząłem pomagać już na studiach, trzeba było pomóc kolegom. Po przyjeździe do Belfastu szybko nauczyłem się języka, zacząłem pomagać i tu. Cieszę się, że mogłem dołączyć do PANI, od dawna chciałem formalnie zacząć wspierać Polaków. Jestem zadowolony, że mogę działać nie tylko na gruncie sportowym, ale i społecznym.

Bazując na swoich doświadczeniach, czy chciałbyś przekazać coś Polakom, którzy będą czytali ten wywiad? Czy masz receptę, w jaki sposób poradzić sobie w trudnym, bądź co bądź, środowisku emigranckim?

Jeśli ktoś ma jakiś plan, niech uparcie dąży do jego realizacji. Niech robi wszystko, żeby cel osiągnąć. Wiele osób przyjeżdża tu z pewnymi założeniami. Osiągnięcie ich wymaga wielu wyrzeczeń. Wszystko zależy od determinacji. Irlandia Północna oferuje lepsze warunki dla rozwoju jednostki niż Polska. Wszystko jednak zależy od nas samych od tego, czy chcemy się rozwijać. Każdy z nas powinien brnąć do przodu, na każdym etapie życia.

Wygląda, że 2011 rok będzie dla ciebie szczęśliwy. Przed wywiadem wspomniałeś o własnym ślubie, który szykuje się w kwietniu. Zacząłeś nową prace. Jakie masz plany, marzenia na nowy rok?

Chyba tylko, żebym nie wyłysiał (śmiech).

Wywiad ukazał się na łamach lutowego wydania magazynu „CzteroOsiem

Kontynuuj czytanie » || Napisał dnia: 06.02.11. || Tagi:, , , , , ||

Comments are closed.